Ja myślałem wtedy raczej o tym, że czeka mnie fajna przygoda. Mój plan był prosty: chcę wrócić do treningów sztuk walki, które przerwałem „na chwilę” 10 lat temu. Program biegowy miał dać mi szansę na powrót do formy. Plan minimum był taki, aby dotrwać do etapu, kiedy będę w stanie przebiec 30 minut (w planie „plus”: 60 minut). Zakładałem, że jest to ten poziom, który pozwoli mi bez wstydu wrócić na salę treningową i na spokojnie przeżyć rozgrzewkę.
Dziś, po pokonaniu półmaratonu, nie myślę już o powrocie na salę treningową (choć cały czas tęsknię za tą atmosferą z przed 10 lat!). Teraz myślę o tym, że za pół roku mam pokonać za****cie długi dystans ponad 42 kilometrów. Skupiam się tylko i wyłącznie na tym jednym celu i choć nadal wydaje mi się, że ukończenie maratonu to nie lada wyczyn, to zaczynam wierzyć w to, że my – uczestnicy programu biegaj na zdrowie – jesteśmy w stanie to zrobić.
Znajomi pytają: co dalej? Co po maratonie? Co kiedy program się zakończy? Czy będę mógł wreszcie przestać biegać?! Przestać mogę w każdej chwili – nikt mnie nie zmusza. Ja chcę biegać. Nie ma takiej siły, która byłaby w stanie mnie od tego teraz odciągnąć. Co ważniejsze maraton nie jest dla mnie żadną metą, końcem biegania. O nie, nie! Jeśli myślicie, że po przebiegnięciu maratonu nie ma już wyzwań to grubo się mylicie.
Pierwszy maraton ukończę pewnie w okolicy 4 godzin. Bardzo chciałbym co najmniej 10 minut poniżej tego czasu, ale zobaczymy. Tak więc, po wrześniu mogę pracować nad poprawą tego czasu. Ale, ponieważ jak na biegacza, jestem już dość stary, to pewnie dużo z tego czasu już nie zdążę urwać. Ale od czego są ultramaratony – biegi na dystansach 50, 80 czy 100 kilometrów?! A może jeszcze te mordercze dystanse pobiec w skrajnie niskich temperaturach lub piekielnym upale? Można biegać po górach… A mnie osobiście ciągnie jeszcze do duathlonu, czyli dołożenia roweru do tego biegania.
Przed nami milion możliwości!
