Najpierw przyszło przerwane długie wybieganie zakończone na 11 km. Tłumaczyłem to sobie zmianą otoczenia i mikroklimatu. Byłem zmęczony podróżą i odczuwałem lekkie przemęczenie. Po powrocie do Warszawy pojawiły się kolejne kłopoty z treningiem interwałowym – wcale nie jakimś wyjątkowo trudnym czy długim. Trening, który 2 tygodnie wcześniej spokojnie ukończyłem z uśmiechem na twarzy tym razem sprawił mi problemy. W sumie dzień wcześniej zaliczyłem dłuższą podróż. 8 godzin w samochodzie zrobiło swoje – nie wytrzymał prawy achilles.
Dla mnie każdy taki nieukończony trening to sygnał, że coś robię źle, że gdzieś popełniłem błąd. Zacząłem się więc zastanawiać: co takiego ostatnio zmieniłem w swoim życiu, że nagle „nie wchodzą” mi proste treningi? W pierwszej chwili nie skojarzyłem, że każdy z nich miał swoją, zupełnie niezależną, przyczynę porażki. Ot, tak zwany zbieg okoliczności.
Mimo to, że przyczyny były w pewnym sensie „niezależne ode mnie” to każdy taki nieudany trening powoduje wyrzuty sumienia. Bo przecież mogłem lepiej, bardziej, mocniej, rzetelniej i na pewno czegoś nie zauważyłem, gdzieś popełniłem błąd. I mimo, że wiem jak bardzo błędne jest takie myślenie, to nie umiem się go pozbyć.
W takich sytuacjach pomaga mi myśl o znajomych, którzy zaczęli biegać dopiero niedawno, pod wpływem pomysłu na wspólne przebiegnięcie The Color Run by PZU. Oni mają z tych swoich treningów tyle radości i szczęścia, że samo wspomnienie ich relacji z „przebiegłam pierwsze 5 km w życiu” zupełnie odsuwa te wszystkie negatywne myśli.
Bardzo Wam dziękuję kochani Ambasadorzy The Color Run by PZU – jesteście niesamowici!
