Trzeci scenariusz był taki, że wezmę się porządnie za wszystkie ćwiczenia, wskazówki, a treningi będę robić jak trener przykazał. Ten trzeci scenariusz jakoś najbardziej do mnie przemówił, więc wstałam, przebrałam się za biegaczkę i wyszłam. Była piąta rano. Zwariowałam. Jak się potem okazało, to był trafiony pomysł, bo akurat pamiętny poranek był dniem należącym do tej fali upałów, która dziś jest dalekim wspomnieniem. Ja mam tak, że słońce lubię, ale już wysoka temperatura sprawia, że jedyny wysiłek, jaki mogę podjąć to oddychanie. Wysiłek fizyczny nie wchodzi w grę. Próbowałam, ale nawet o 22:00 wykonanie treningu było ponad moje siły. Mimo picia dużej ilości wody, czuję jakbym była na pustyni, jestem osłabiona i mam mroczki przed oczami. Okazało się, że o 5:00 świat nie jest jeszcze rozgrzany, słońce przyjemnie ociepla, a wiatr chłodzi. Od tamtej pory poranne treningi weszły na stałe do mojego repertuaru. Jeszcze kilka miesięcy temu to było nie do pomyślenia. Okazuje się po raz kolejny, że jeśli się chce, to na wszystko znajdzie się sposób. Chociaż blady strach wciąż czai się gdzieś za rogiem, to nie jest nieprzyjemny. Myślę, że nawet się zaprzyjaźniliśmy. On mnie motywuje, ja go akceptuję. I tak sobie biegamy.
Maja Sieńkowska: Blady strach
Trzeci scenariusz był taki, że wezmę się porządnie za wszystkie ćwiczenia, wskazówki, a treningi będę robić jak trener przykazał. Ten trzeci scenariusz jakoś najbardziej do mnie przemówił, więc wstałam, przebrałam się za biegaczkę i wyszłam. Była piąta rano. Zwariowałam. Jak się potem okazało, to był trafiony pomysł, bo akurat pamiętny poranek był dniem należącym do tej fali upałów, która dziś jest dalekim wspomnieniem. Ja mam tak, że słońce lubię, ale już wysoka temperatura sprawia, że jedyny wysiłek, jaki mogę podjąć to oddychanie. Wysiłek fizyczny nie wchodzi w grę. Próbowałam, ale nawet o 22:00 wykonanie treningu było ponad moje siły. Mimo picia dużej ilości wody, czuję jakbym była na pustyni, jestem osłabiona i mam mroczki przed oczami. Okazało się, że o 5:00 świat nie jest jeszcze rozgrzany, słońce przyjemnie ociepla, a wiatr chłodzi. Od tamtej pory poranne treningi weszły na stałe do mojego repertuaru. Jeszcze kilka miesięcy temu to było nie do pomyślenia. Okazuje się po raz kolejny, że jeśli się chce, to na wszystko znajdzie się sposób. Chociaż blady strach wciąż czai się gdzieś za rogiem, to nie jest nieprzyjemny. Myślę, że nawet się zaprzyjaźniliśmy. On mnie motywuje, ja go akceptuję. I tak sobie biegamy.
