Maja Sieńkowska: Żeby tylko przebiec i iść na pizzę. Albo na trzy.

Sądny dzień coraz bliżej. Nerwy w brzuchu pojawiają wraz z każdą myślą o 27 września, z każdym kolejnym pytaniem znajomych: „No, i jak przygotowania do maratonu?”.

Po ostatnim spotkaniu z trenerem, na którym przekazał mi informację, że właściwie nie ma postępów, ale przebiegnę ten królewski dystans, chciało mi się płakać. W sumie uroniłam kilka łez. To były łzy złości na siebie. Bo przecież mogłam się bardziej przyłożyć, mogłam się lepiej postarać. Byłam sobą zawiedziona, nie tak to miało wyglądać. Z wyobrażeń sprzed roku właściwie nic nie zostało. Wtedy wyobrażałam sobie radość na mecie. Teraz myślę tylko o bólu, który mnie czeka, o niepewności, czy fizycznie i psychicznie dam radę. Czy adrenalina zadziała? Czy wrodzony upór i chorobliwa czasem duma wystarczą, by pokonać ból kolan, kręgosłupa i biodra, który pojawia się na dłuższych wybieganiach? Teraz nie umiem sobie wyobrazić, że dam radę biec z nim przed około 20 kilometrów, ale nie takie ewenementy świat widział.

Jak na złość 30 kilometr trasy wypada koło mojego domu. Podobno 30-35 kilometr to najgorszy dla psychiki odcinek, to wtedy pojawiają się te słynne ściany, wtedy ludzie odpuszczają. Moja silna wola przejdzie niezłą próbę. Świadomość, że własne łóżko jest tak blisko na pewno nie będzie pomocna. Znajomi ostrzegają, że zabarykadują drzwi. Nie po to przez tyle czasu wysłuchiwali moich opowieści, żalów, ekscytacji o bieganiu, bym teraz odpuściła. W ogóle liczę na to, że obecność na trasie bliskich pomoże i doda sił lub skrzydeł.

Zbieram wszystkie rady i wskazówki, szukam relacji z pierwszych maratonów innych. Codziennie przynajmniej raz myślę o tym, co będzie za półtora miesiąca. Ten lęk motywuje mnie do regularnych, dokładnych treningów i do wstawania o 5 rano. To jedyna pora, kiedy w upały da się żyć.

Obserwuję, że każdy kolejny tekst jest coraz bardziej pesymistyczny i pełen obaw. Początkowy entuzjazm gdzieś sobie poszedł i zostawił mnie samą w rzeczywistości. Mam nadzieję, że sobie z nią poradzę. Nie chcę wiele od tego startu. Chcę po prostu przebiec i potem iść na pizzę. Albo na trzy pizze.
Trwa ładowanie komentarzy...