Jak na złość 30 kilometr trasy wypada koło mojego domu. Podobno 30-35 kilometr to najgorszy dla psychiki odcinek, to wtedy pojawiają się te słynne ściany, wtedy ludzie odpuszczają. Moja silna wola przejdzie niezłą próbę. Świadomość, że własne łóżko jest tak blisko na pewno nie będzie pomocna. Znajomi ostrzegają, że zabarykadują drzwi. Nie po to przez tyle czasu wysłuchiwali moich opowieści, żalów, ekscytacji o bieganiu, bym teraz odpuściła. W ogóle liczę na to, że obecność na trasie bliskich pomoże i doda sił lub skrzydeł.
Zbieram wszystkie rady i wskazówki, szukam relacji z pierwszych maratonów innych. Codziennie przynajmniej raz myślę o tym, co będzie za półtora miesiąca. Ten lęk motywuje mnie do regularnych, dokładnych treningów i do wstawania o 5 rano. To jedyna pora, kiedy w upały da się żyć.
Obserwuję, że każdy kolejny tekst jest coraz bardziej pesymistyczny i pełen obaw. Początkowy entuzjazm gdzieś sobie poszedł i zostawił mnie samą w rzeczywistości. Mam nadzieję, że sobie z nią poradzę. Nie chcę wiele od tego startu. Chcę po prostu przebiec i potem iść na pizzę. Albo na trzy pizze.
