O autorze
Drużyna blogerów to dwie kobiety i dwóch mężczyzn, których łączy zamiłowanie do nowoczesnych form komunikacji w Internecie oraz odwaga do podejmowania wyzwań. W jej skład wchodzą:

Maja Sieńkowska – dziewczyna wiecznie zaczytana, co udowadnia na swoim blogu, gdzie pisze o literaturze. Teraz tradycyjne książki postanowiła odstawić na półkę i skorzystać z oferty audiobooków, które umilą jej treningi.

Dorota Nowacka i Jakub Prószyński – to para, nie tylko w realu, ale i w wirtualu. Poznali się dzięki blogom, teraz jeden prowadzą razem, o PR-rze, social media i marketingu. I postanowili sprawdzić, czy w sporcie też sprawdzą się jako para.

Paweł Lipiec – w zakładce „o mnie” na swoim blogu pisze, że lubi konkret, który rozumie jako coś namacalnego. Ciekawe, czy właśnie dlatego zdecydował się podjąć nasze bardzo konkretne zadanie i wziąć udział w programie biegowym?

Iwona Stepajtis - Zakręcona na punkcie zwierząt, dlatego też prowadzi bloga o swoim psie i jego przygodach. Ma wiele zainteresowań, do których ostatnio z uśmiechem dopisała bieganie.

Maja Sieńkowska: Nieświadomość drogą do zwycięstwa

Program „Biegaj na zdrowie” już naprawdę zmierza ku końcowi, a ja po pierwszej panice nabieram pewności, że koniec, zgodnie z planem, będzie miał miejsce na mecie maratonu. I nie wiem, czy na zmianę mojego nastawienia ma wpływ wiara bliskich oraz dalszych znajomych, czy raczej to, że na ostatnim treningu przebiegłam już 28km. Podejrzewam, że to suma obu czynników. To nie jest tak, że jestem pewna na 100%, bo różnie może się zdarzyć, ale mam w sobie mniej paniki, a więcej spokoju.

Na trasie będzie mnie wspierać mama i dwie młodsze siostry. Liczę na to, że będą krzyczeć najgłośniej ze wszystkich kibiców. Wsparcia duchowego i kopniaka na szczęście dostanę też od dwóch bliskich koleżanek. Myśl o tym, żeby dobiec do każdej z tych osób będzie dla mnie dodatkową motywacją. W maratonie będzie biegł także pierwszy raz mój chłopak. Na pewno dobiegnie pierwszy, więc ja będą zmierzać w stronę mety z nadzieją, że on już czeka na mnie z pizzą.

Planuję podzielić dystans maratonu na mniejsze części i narysować sobie na dłoni 6 kresek. Będę ścierać jedną co 7 km. Wydaje mi się, że lepiej będę się czuła ze świadomością, że zostały mi jeszcze dwie kreski, a nie 14 km.

Strategia i planowanie sprawiają, że mam wrażenie, że panuję nad wszystkim. Moja psychika dzięki temu łatwiej poradzi sobie z faktem, że wybrałam się z motyką na słońce. 6 x 7km brzmi lepiej niż 42km. „Dobiegnij do Magdy, która ma dla ciebie banana/Dagmary, która ma dla ciebie żel/Kamili, która ma dla ciebie napój” brzmi lepiej niż dobiegnij do tego mostu, a potem do tamtej ulicy. Do mety łatwiej mi będzie dotrzeć, jeśli pomyślę, że to już ostatni raz, że kolejny to już będzie bieg bez zegarka, ale dla przyjemności.

Choć brzmi to jak droga przez mękę, liczę na to, że atmosfera i kibice zamienią mój pierwszy start w piękne wspomnienie, w dumę z własnego osiągnięcia, a może nawet zachęcą do brania udziału w kolejnych maratonach.

Tak sobie myślę, że gdybym wiedziała, jaki trud przyjdzie mi podjąć, by dojść do celu, nie wiem, czy bym się zdecydowała. Cieszę się więc, że nie byłam do końca świadoma, co mnie czeka, bo w przeciwnym razie nie doszłabym tu, gdzie jestem teraz.
Trwa ładowanie komentarzy...