O autorze
Drużyna blogerów to dwie kobiety i dwóch mężczyzn, których łączy zamiłowanie do nowoczesnych form komunikacji w Internecie oraz odwaga do podejmowania wyzwań. W jej skład wchodzą:

Maja Sieńkowska – dziewczyna wiecznie zaczytana, co udowadnia na swoim blogu, gdzie pisze o literaturze. Teraz tradycyjne książki postanowiła odstawić na półkę i skorzystać z oferty audiobooków, które umilą jej treningi.

Dorota Nowacka i Jakub Prószyński – to para, nie tylko w realu, ale i w wirtualu. Poznali się dzięki blogom, teraz jeden prowadzą razem, o PR-rze, social media i marketingu. I postanowili sprawdzić, czy w sporcie też sprawdzą się jako para.

Paweł Lipiec – w zakładce „o mnie” na swoim blogu pisze, że lubi konkret, który rozumie jako coś namacalnego. Ciekawe, czy właśnie dlatego zdecydował się podjąć nasze bardzo konkretne zadanie i wziąć udział w programie biegowym?

Iwona Stepajtis - Zakręcona na punkcie zwierząt, dlatego też prowadzi bloga o swoim psie i jego przygodach. Ma wiele zainteresowań, do których ostatnio z uśmiechem dopisała bieganie.

Iwona Stepajtis: Bieganie w ciąży

Jestem w ciąży i biegam… i już czuję falę krytycznych spojrzeń. Mimo że biegający znajomi wspierają mnie i gratulują chęci biegania, co jest niesamowicie budujące.

Gdy test ciążowy pokazał dwie kreski, to pierwsze, co zrobiłam – poza podzieleniem się nowiną z mężem – to wygooglanie frazy „bieganie w ciąży”. Nie zdziwił mnie podział opinii na „dwa obozy”. Pierwszy to kobiety biegające i aktywne nawet ze sporym już brzuszkiem, a drugi to panie leżące „brzuchem do góry” – oczywiście nie piszę o kobietach, które źle znoszą ten stan, tylko o takich, co to z własnej woli.


Ja zdecydowałam się nie porzucać aktywnego trybu życia i w miarę możliwości nie rezygnować z biegania. Narodziło się jednak pytanie, czy bieganie nie zrezygnuje ze mnie… a raczej czy nie będę musiała podziękować za udział w programie. Ku mojej wielkiej radości Agata i cała kadra opiekująca się nami bardzo się ucieszyli z nowiny, a nasz trener nie widział żadnych przeciwwskazań do kontynuacji treningów.

W tym miejscu bardzo chciałam podziękować Grzegorzowi za ogrom pracy, zaangażowanie i troskę. :)

Po czterech miesiącach myślę, że mogę się podzielić własnymi doświadczeniami
Wszystko z UMIAREM – coś, co Grzegorz regularnie mi powtarza i o czym sama muszę sobie przypominać, zwłaszcza na zawodach. To wcale nie jest łatwe! To czy można uprawiać sport, czy nie, jest mocno indywidualną kwestią i na pewno nie można opierać się na informacji, że pani Beata Sadowska biegała do 8. miesiąca ciąży – ona długo przed ciążą trenowała i jej organizm był do wysiłku przyzwyczajony. Drugą kwestią jest sam trening. Z własnego doświadczenia wiem, że konsultacja z trenerem jest jak skarb – zwłaszcza wtedy, gdy już nie chodzi tylko o mnie. Najważniejsze jednak jest, żeby lekarz prowadzący wiedział o każdej aktywności i czy się to podoba, czy nie, do niego należy decydujący głos o tym czy można biegać.


Ci znajomi, którzy prowadzą siedzący tryb życia, często kręcą z dezaprobatą głowami, gdy dowiadują się, że nadal biegam. Nie dziwię się im, sama jeszcze rok temu bym zapewne tak reagowała. Bieganie wiąże się ze zmęczeniem, a dla wielu jest to ogromny wysiłek, którego w ciąży nie wolno. Ja regularne treningi rozpoczęłam na 6 miesięcy przed zajściem w ciążę, więc zdążyłam już sobie wyrobić kondycję i wytrzymałość. Obecnie nie trenuję już ani tak intensywnie, ani tak często, bo po pierwsze nie byłoby to zdrowe dla mnie i dla dziecka, po drugie nie dopuszczam do zmęczenia w trakcie treningu, co wiąże się z krótszymi seriami i większą ilością marszu. Po trzecie bywają dni, kiedy moje nastroje biorą górę i odpuszczam trening. Informacja, którą należy wziąć sobie do serca: na pewno nie wolno zaczynać uprawiać sportu w momencie, gdy dowiadujemy się o ciąży!


Zawody we dwoje… a czasami troje
W ciągu tych czterech miesięcy brałam udział w dwóch biegach na 5 km, w zawodach dogtrekkingowych i zawodach canicross.


Nie jest łatwo się nie ścigać, zwłaszcza gdy na piątkę wszyscy starali się wykręcić życiówki. Ja swojej nie wykręciłam: 34:44 minuty w „Biegu na Piątkę” organizowanym przy PZU Maratonie Warszawskim, ale mimo to jestem zadowolona, że dałam radę. Zawody dogtrekkingowe i canicross biegliśmy już we troje, z psem :). Fado ma ogromną frajdę z biegania, a do tego na starcie skupia się tak na pokonaniu trasy, że często za nim nie nadążam. O ile dogtrekking był bardzo spokojnym spacerkiem po Beskidzie, to już canicross to było ściganie się przez dwa dni na dystansie 2,7 km. Fado niesamowicie uczy się dostosowywać tempo do mnie, dzięki czemu powolutku dotruchtaliśmy razem do mety.

Listopadowy canicross to był ostatni nasz start… kolejne dopiero późną wiosną – także swojej drużynie będę mogła kibicować podczas PZU Półmaratonu.

Dobrej pogody do biegania! :)
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...